
Tym razem miejscem docelowym była zachodnia część Polski. Po zapakowaniu gratów i mojego małego, roztargnionego podopiecznego – Pawła Kiczka, aka DK (don Kicz), wyruszyłem do Międzyzdrojów. Moja kochana Kuga sprawowała się cudownie, bo mocy nie brakowało ,a samochód pędził jak na szynach. Na miejscu miały rozegrać się zawody Kite Festiwal ,niestety z powodu słabego wiatru z niczym nie ruszyliśmy. Zawody świetnie zorganizowane, duuuużo jedzenia, świetny catering no i bombowy klimat ,niestety bez wiatru nie mogliśmy się spełnić. Po zakończeniu zawodów zatrzymaliśmy się u naszych przyjaciół ze Szczecina – Maciejewskich. Spędziliśmy tam cudowne 3 dni w czasie których popływaliśmy m.in na Wolinie i zaliczyliśmy jedną wycieczkę do cable parku w Niemczech. Na cablu pływałem drugi raz w życiu ,ale już udało mi się prawie wylądować back to blind (czyli salto do tyłu z lądowaniem tyłem do kierunku płynięcia), i wykonałem parę innych głupotek ,które mało kto robi w polsce, w podsumowaniu świetna zabawa i na pewno jeszcze niejednokrotnie się tam pojawię. Oczywiście to nie był koniec naszej wyprawy i kolejnym celem był ostatni puchar europy w świnoujściu. Tam zatrzymaliśmy się w pięknych apartamentach nautilius za 50 zł, w których mieliśmy saune, jacuzzi i basen – czyli poziom życia w cenie która pozwoliła naszych kolegów z europy na kolana!! Zawody zaczęły się raczej nieciekawie z wiatrem wiejącym prosto od brzegu o sile od 5 do 35 węzłów czyli tak dużej amplitudzie ,która sprawia że kite potrafi spadać, a potem przywalić tak mocno ,że wyciska nam powietrze z płuc. Cały początek wyglądał na tyle zabawnie ,że ludzie na plaży pytali mnie czy część z zawodników jest początkująca. W każdym bądź razie w niektórych heatach (7-minutowych starciach) ludzie wygrywali dwoma trickami. Jest to śmieszny wynik, ale sam również nie miałem się czym pochwalić ,bo zrobiłem ich zaledwie 5, był to i tak jeden z najlepszych wyników na zawodach i udało mi się wygrać swój pierwszy heat ze świstakiem. Niewiele później skończyliśmy ten dzień, cali mokrzy od deszczu i wyziębieni od stania na plaży, na szczęście 2 dni później wiatr znów sie pojawił i jako pierwsi na wodzie pojawiliśmy się z Markiem Rowińskim. Heat zacząłem świetnie robiąc 2-3 hp na pierwszym halsie, później dalej punktowałem masą kolejnych hp i widząc jego odbicie piłki czyli zrobienie podwójnego hp (frontmobe do blinda) postanowiłem również wykonać ten manerw, bo do tej pory był to mój trick na 100%, niestety nie wiedząc czemu po czystym lądowaniu i w czasie drugiego przekładania baru (drążka sterującego) przewróciłem się,grrr… nie wiem czym było to spowodowane, luźnym finem, falą który wyciągnęła mi deskę z pod nóg czy po prostu dekoncentracją… W każdym badź razie powtórzyłem ten manewr i znowu stało się dokładnie to samo!!!! Byłem wściekły, ale postanowiłem zrobić równie trudny trick w drugą stronę (backmobe to wrapped) i ustałem go z łatwością. Postawiłem wszystko na jedną kartę i po raz trzeci podszedłem do frontmoba do blinda i znowu się nie udało… do teraz nie mam pojęcia co się tego dnia wydarzyło, bo lądując ten trick bezapelacyjnie wygrałbym to starcie, ale się po prostu nie udało. Tak ,więc nie przeszedłem tego heatu i musiałem przegryźć gorzki smak porażki. Cały dzień byłem na siebie wściekły i nie mogłem sobie tego wybaczyć. Na szczęście jeszcze tego samego dnia organizatorzy postanowili rozegrać część podwójnej eliminacji, która pozwoliłaby mi się trochę odkuć i naprawić ,,błędy młodości” – haha!! Pierwszy heat zacząłem świetnie robiąc 4 manewry na pierwszym halsie ,a 3 na powrotnym. Jest to ilość tricków, która chyba pozwoliła mi chyba już wygrać ten heat, zakładając również ,że 12-14 hp to swietny heat byłem bardzo zadowolony, oczywiście gorycz ,która mnie wypełniała nie pozwoliła mi skończyć i do końca heatu świetnie się bawiłem robiąc mase różnych tricków. Kolejny heat też poszedł świetnie niestety tym razem zrobiłem tylko 2 tricki na pierwszym halsie ,bo mój cwany przeciwnik trochę mnie blokował, a wpadając w niego byłbym od razu zdyskwalifikowany. Po ciężkim starciu znowu udało mi się wygrać i zaczynałem coraz bardziej się rozkręcać – niestety to był już koniec dnia i musieliśmy poczekać na koleny dzień. Kolejne dni nie przyniosły już wiatru ,także powienienem był zakończyć zawody na 5 miejscu, ale….no właśnie ,ale tak się nie stało gdyż z powodu nierozegrania podwójnej eliminacji do końca, jej wyniki się nie liczyły i tak się nie stało, grrrr poraz drugi. Pomimo szansy wskoczenia na podium w ogólnym rankingu zająłem ostatecznie 5 miejsce w ogólnej klasyfikacji pucharu europy no i jakby nie patrzeć zostałem po raz 4 mistrzem Polski i jestem 5 w Europie, czyli jest to chyba całkiem fajny wynik. Nade mną znalazł się :
- Mistrz Włoch Alberto Rondina
- Mistrz Niemiec Mario Rodwald
- V-ce Mistrz Niemiec Stephan Permien
- V-ce Mistrz Belgii Christhoper Tack
- Mistrz Polski Victor Borsuk
Tylko dzięki wspaniałemu wsparciu moich sponsorów byłem w stanie osiągnąć to co do tej pory i mam nadzieję, że staną ze mną na wysokości zadania i wesprą mnie w kolejnych latach, abyśmy razem mogli pokonać resztę tego świata, dziękuje jeszcze raz Victor Borsuk (Diverse Extreme Team,Ford, Burn, AA Men, Kitepark, Choc, Naish, Dakine)



















